Gran Canaria 2017 – część 1 – przed wyjazdem

Od kilku lat marzyło mi się rowerowe zgrupowanie z prawdziwego zdarzenia. Najlepiej gdzieś gdzie jest ciepło, w fajnym towarzystwie i z tylko jednym celem - jeździć ile się da. W końcu przyszedł czas, aby marzenia stały się rzeczywistością.

Dzięki tanim liniom lotniczym i Airbnb wiosenne zgrupowania stały się możliwe nawet dla zwykłych amatorów kolarstwa, nie tylko zawodowców. Policzyłem ile to będzie kosztować, odłożyłem trochę pieniędzy i napisałem do kilku znajomych. Tadek i Paweł podłapali pomysł i zaczęło się planowanie.

Termin

Wyjazd do ciepłych krajów ma największy sens, wtedy gdy u nas zimno i mokro. Początkowo myśleliśmy o lutym, ale konflikt terminów sprawił, że wybór padł na koniec kwietnia. Jak się później okazało wybór był bardzo dobry. Gdy my grzaliśmy się w 30-stopniowym słońcu, w Polsce szalała zima.

Nieco późniejszy termin dawał nam również więcej czasu na zrobienie jakiejś przyzwoitej formy przed wyjazdem.

Miejsce

Wybór jest ogromny – wybrzeże Hiszpanii, czyli okolice Calpe, wyspy takie jak Majorka, Teneryfa, Lanzarote czy Gran Canaria. My wybraliśmy Gran Canarię głównie ze względu na najbardziej pewną pogodę. Majorka i okolice Calpe to ciągle Europejski klimat, temperatury w Kwietniu mogą nie być najwyższe. Teneryfa i Lanzarote mają podobne temperatury, ale klimat jest dużo bardziej ekstremalny – z wyższymi wiatrami i wahnięciami temperatur.

Gran Canaria ma wszystko czego trzeba na wyprawie – piękne drogi, długie podjazdy i przepiękne widoki. Ceny lotów są tylko trochę większe niż do Calpe i na Majorkę, ceny noclegów, wyżywienia i wynajmu samochodów są niemal identyczne.

Nocleg

Wybór jest ogromny, przedział cenowy od kilkunastu do kilkuset euro za noc za osobę. Nam udało znaleźć się małe mieszkanko na Airbnb nad samym oceanem z kuchnią z pełnym wyposażeniem.

Wynajem samochodu

Pod wpływem wielu opinii znalezionych w internecie zdecydowaliśmy się na samochód z Cicar’u. Tak jak inni odczucia mieliśmy podobne – cena super, jakość obsługi nie największa. Niestety nie dostaliśmy samochodu z bagażnikiem rowerowym, co oznaczało sporo problemów przy próbie zmieszczenia 3 rowerów w małym kombi.

Lot

Ryanair obsługuje loty do wszystkich najbardziej popularnych miejsc kolarskich. Wszystko kosztowało nas 1550 zł od osoby (lot 750 zł, rower 570 zł i bagaż nadany 230 zł). Nie jest więc super tanio, ale mieściło się w budżecie.

Można też zrezygnować z lotu z rowerem. Wynajem roweru na miejscu to około 15-20 euro za dzień. Przy 10-dniowym pobycie koszt podobny.

Trasy

Południe Gran Canarii różni się znacznie od północy. Południe jest zdecydowanie bardziej ciepłe i słoneczne. Jest tu dużo więcej turystów, a co za tym idzie infrastruktura jest dużo lepiej rozwinięta. Północna część ma nieco inny klimat, jest chłodniej, wilgotniej. Jest dużo bardziej zielono, ale drogi są tak fatalne, że większość kolarzy jeździ głównie na południu.

My postanowiliśmy jeździć zarówno na południu, jak i na północy. Chcieliśmy odwiedzić najbardziej znane miejsca takie jak Pico del Las Nieves, Serenity Climb, Valley of Tears czy słynną drogę GC200. Mieszkaliśmy w okolicach Telde, co stanowiło idealną bazę wypadową.

Trasy zaplanowane były kilka miesięcy wcześniej na podstawie wielu opisów i przykładowych tras znalezionych w internecie. Bardzo pomocny okazał się również Strava Route Planner i moja ulubiona funkcja – Global Heatmap.

Jedyne czego brakuje na Gran Canarii to płaskich odcinków. Próba zrobienia odległości bez przewyższeń jest niemal niemożliwa. Ale jeśli chcielibyśmy jeździć po płaskim, polecielibyśmy do Holandii, nie ma więc powodu do narzekania.

Kilka dni przed wyjazdem wszystko było zapięte na ostatni guzik. Forma budowana przez kilka miesięcy wydawała się ok. Pozostało jedynie spakować walizki i pojechać na wyprawę życia.

Ciąg dalszy wkrótce.