Dlaczego jeżdżę na rowerze?

Kilka lat temu, po niemal dziesięcioletniej przerwie znowu usiadłem na rower. Wystarczyło kilka kilometrów, by na nowo odkryć miłość do dwóch kółek. Rower wciąga, niemal jak narkotyk. Czemu? Postaram się w kilku zdaniach opisać, co sprawia, że każdą wolną chwilę spędzam na rowerze.

Wolność

Dom, praca, rodzina. Wszystko pod dyktando klientów, żony i dzieci. Rutyna, obowiązki, ramy czasowe, zobowiązania. Nie ma w tym nic złego, ale czasem przytłacza i chce się uciec… na rower… Na rowerze jadę tam gdzie chcę, jak szybko chcę. Pęd powietrza, wiatr, słońce i tylko ja i droga. Rower pomaga na chwilę zapomnieć o wszystkim innym, włączyć reset, na chwilę przenieść się do miejsca gdzie wszystko dzieję się pod moje dyktando. Później trzeba wrócić do domu, gdzie ciągle czekają zaległe obowiązki… Ale bagaż frustracji zrzucony i jakoś tak łatwiej przychodzi umycie podłogi.

Szybkość

Od dziecka kochałem szybkość. Jest coś magicznego w łamaniu granic możliwości swoich i maszyny, na której jedziemy. Balansowanie na granicy przyczepności, przelatywanie milimetry od drzew, buzująca w żyłach adrenalina. Warto wjechać na każdą górę, choćby po to, żeby później pomknąć w dół.

Pokonywanie granic

Rower bardzo szybko uświadamia nam granicę naszych możliwości. Mały podjazd w górach, droga przez las wijąca się między starymi drzewami. Kilka minut wspinaczki i serce wali jakby chciało wyrwać się z piersi. Z trudem łapię każdy kolejny oddech. Mięśnie w nogach palą i każde kolejne naciśnięcie na padały boli jakby setki wbijanych igieł. Pot wlewa się do oczu i z każdym metrem na mojej twarzy maluje się obraz agonii. W głowie tylko jedna myśl. STOP! Daj sobie spokój. Po co mi to cierpienie, na szczycie nie czekają żadne medale, żadni fani, żadna chwała. Nic z tego nie mam. Jednak jadę dalej powoli wtaczając się na szczyt. Szybko zawracam i pędzę w dół. W domu parę minut odpoczynku i w głowie pojawia się kolejna myśl. Zróbmy to jeszcze raz.

Piękno natury

Gdyby nie rower nigdy nie zobaczyłbym zachodu słońca na Słonecznym Wybrzeżu w Kanadzie, pięknej Doliny Cichej w Słowackich Tatrach, przełęczy Sustenpass w Alpach Szwajcarskich i wielu innych magicznych miejsc. Jeziora, lasy, rzeki, wąwozy i dzikie zwierzęta z bliska, na wyciągnięcie dłoni.

Zachód słońca na Słonecznym Wybrzeżu w Kanadzie

Sprzęt

Po moim tacie odziedziczyłem zamiłowanie do techniki, wszystkiego, co można rozłożyć na elementy pierwsze i później złożyć z powrotem. Rowery to małe dzieła sztuki i techniki. Choć czasem zaniedbane, zardzewiałe i niemal bezużyteczne, wystarczy parę godzin, kilka narzędzi i wracają do życia, gotowe do pokonania kolejnych kilometrów. Uwielbiam siedzieć w piwnicy i dłubać przy moich rowerach. I po kilku latach idzie mi to całkiem dobrze. Sorry, ale serwisy rowerowe na mnie nie zarobią.

Historia

Kolarstwo ma długą i ciekawą historię. Nazwiska takie jak Merx, Hinault, Indurain, miejsca takie jak Alpe d’Huez, Mont Ventoux, Passo dello Stelvio, wielkie wyścigi, skandale, tajemnice. Jazda na rowerze sprawia, że nieco lepiej rozumiem o, co w tym wszystkim chodzi, jak smakuje pot i łzy. Inaczej się później to wszystko ogląda w telewizji.

Zdrowie

Gdyby nie rower pewnie miałbym teraz kilka kilo więcej. Za rok miałbym jeszcze kilka kilo więcej. A za kilkanaście pojawiły by się pierwsze problemy z pokonaniem schodów do mojego mieszkania. Rower sprawia, że lepiej się czuję, lepiej wyglądam i… podobam się mojej żonie trochę bardziej niż kilka lat temu.

Na koniec

Rower to dla mnie coś więcej niż hobby. To pasja, możliwość sprawdzenia się, postawienia sobie celu i próby dążenia do niego. Nie ma znaczenia, że inni są szybsi i lepsi. Nie jeżdżę żeby komuś coś udowodnić, żeby być lepszym od innych. Jeżdżę bo lubię, jestem wolny i czuję, że naprawdę żyję. Gdyby nie rower moje życie nie było by dziś takie jakie jest. I właśnie dlatego jeżdżę… Jeżdżę bo lubię.