Podsumowanie roku 2016

Rok 2016 dobiegł końca. Pod wieloma względami był naprawdę dobry. Pora więc podsumować i sprawdzić czy udało się zrealizować wszystkie założone cele.

Cele

Na początku roku postawiłem sobie kilka celów do zrealizowania. Nie znalazłem czasu żeby cele spisać w postaci wpisu na blogu, ale nie przeszkodziło mi to w ich realizacji. Jak mi poszło? Całkiem nieźle.

#1 Przejechać 4000 kilometrów

Dla wielu osób cel do zrealizowania w miesiąc. Dla mnie, biorąc pod uwagę ograniczoną ilość czasu, był to cel ambitny.

W sumie przejechałem 4002 km, cel więc można uznać za spełniony. Ostatnie 200 kilometrów było drogą przez mękę, ale było warto.

#2 Przejechać co najmniej 5 Alpejskich Przełęczy

Drugi cel również udało się zrealizować. W Marcu zdobyłem Sattelegg Pass (1190 m) i Ibergeregg Pass (1406 m). W czerwcu w ramach Säntis Classic wyjechałem na Schwägalp Pass (1278 m), a kilka dni później na Klausen Pass (1948 m) od strony wschodniej.

Największa wyprawa miała miejsce w Sierpniu gdy jednego dnia udało się zdobyć Gotthard Pass (2106 m), Furka Pass (2436 m) i Nufenen Pass (2478 m).

W sumie zdobyłem 7 przełęczy. 3 z nich powyżej 2000 m. Biorąc pod uwagę jak mało czasu miałem, jestem z tego osiągnięcia bardzo zadowolony.

#3 Spędzić co najmniej 10 aktywnych dni z rodziną

Ciężko mi dojść do tego ile dokładnie tych dni było, ale wydaje mi się, że sporo powyżej 10. Nie wszystko zostało uwiecznione na Stravie, więc trochę trudno to policzyć. Ale było naprawdę sporo fajnych wycieczek, głównie rowerowych, trochę pieszych i nawet kilka na nartach. Cel więc jak najbardziej spełniony.

Wyprawy warte wspomnienia to 2 weekendy na rowerze z żoną (w Pieninach i na Singltreku pod Smrkem) i narty w grudniu z całą rodziną w Wiśle.

Podsumowując

Rok był naprawdę fajny. Mimo bardzo spóźnionego startu (tylko 73 km w styczniu i lutym) udało się wykręcić ponad 4000 km. Zdobyłem też kilka fajnych szczytów w Alpach i nie tylko (m.in Przełęcz Karkonoska, Lysa Hora x2, Kamenná Chata), pojeździłem sporo na rowerze górskim (Singltrek pod Smrkem, Enduro Trails, Pieniny), było kilka wypraw w żoną i grupie (w ramach Beskidy Bike Club i nie tylko). Najważniejsze to, że udało mi się uniknąć kontuzji, chorób i wypalenia, którymi kończyły się poprzednie lata.

Był to zdecydowanie najlepszy rok na rowerze w moim życiu. Jeśli kolejny rok będzie podobny, będę bardzo zadowolony.

Rok w zdjęciach