Thunersee i Brienzersee

W marcu, przy okazji krótkiego wyjazdu służbowego w okolice Thun, postanowiłem znaleźć kilka godzin i wybrać się na krótką trasę wokół dwóch pięknych jezior - Thunersee i Brienzersee.

Plan był prosty, wsiąść na rower i przejechać wokół dwóch jezior w kantonie Bern. Trasę układałem dosłownie kilka minut, więc nie wiedziałem czego się spodziewać. Profil wyglądał raczej płasko, tylko z kilkoma małymi podjazdami.

Pogoda w sobotę zapowiadała się rewelacyjnie. Było niemal bezchmurnie i bezwietrznie. Po wczesnym śniadaniu i krótkiej sesji w pracy wyruszyłem z Oberhofen w kierunku Interlaken. Plan był jeden, cieszyć się z wczesnowiosennego słońca i pięknych widoków, nie patrzeć na cyferki na Garminie i jechać tak wolno albo szybko jak tylko mi się chce.

Trasa wzdłuż Thunersee aż do Interlaken i wzdłuż Brienzersee aż do Brienz była po prostu rewelacyjna. Delikatnie pofalowana, wzdłuż brzegu. Mały ruch samochodów i niesamowite widoki.

Tuż za Brienz pojawił się największy tego dnia podjazd. Giessbachtunnel Climb miał w sumie 1.5 km długości ze średnim nachyleniem około 10 %. Po krótkim wyścigu z dwoma dziadkami na rowerach elektrycznych (wygrałem) krótka przerwa i piękny zjazd.

Zjazd był krótki… zakończony ślepą uliczką… Znów Strava Route Planner mnie wkopał… Okazało się, że jedyną szansą kontynuacji drogi wokół Brienzersee był szlak górski. Zamiast asfaltu, korzenie, kamienie i głazy. Na rowerze mtb super, na szosówce trochę mniej…

Mogłem wrócić się aż do Interlaken albo zaryzykować pieszą wycieczkę. Na mapie wyglądało na to, że szlak ma tylko kilka kilometrów długości, postanowiłem więc zaryzykować.

Pierwsze 500 metrów to drogą przez mękę. Na piechotę w butach z blokami ledwo udawało mi się iść… Na szczęście szybko droga zamieniła się w miarę równą drogę szutrową i dalszą część udało się pokonać nawet całkiem przyzwoicie.

Ryzyko się opłaciło, kiedy tylko droga znów zamieniła się w asfaltową. Nie ma nic piękniejszego niż szybki zjazd wąską krętą nitką asfaltu w lesie nad zboczem jeziora.

Droga z Interlaken do Thun to w większości rowerowa ścieżka biegnąca wzdłuż dość ruchliwej drogi. W sumie fajne widoki, ale jakoś w porównaniu z całą resztą nie zachwyciło. Samo miasto Thun jest przepiękne i polecam każdemu poświęcić trochę czasu na zwiedzanie. Lepiej chyba jednak pieszo.

Mimo małej ilości czasu i planu stworzonego w ostatnim momencie krótka wyprawa okazała się sukcesem. Na początek wiosny, kiedy przełęcze w Alpach jeszcze zamknięte, trasa niemal idealna. Na pewno jeszcze tam kiedyś wrócę.